Znowu się spóźnię.
-Natalciu obudź się-delikatnym głosem przemawiała do mnie mama.-Natalciu wstawaj jest już 7.20 spóźnisz się-nakryłam głowę kołdrą, mówiłam jej, że dziś idę później, po nie mam pierwszej lekcji, ale ona mnie jak zwykle nie słuchała!-Natalko!-usłyszałam wyrzut w głosie mamy.
-Już wstaję! Mówiłam ci wczoraj, że idę później do szkoły, ale ty jak zwykle mnie nie słuchasz!
-Nie krzycz z rana.-powiedziała mama tym swoim spokojnym głosem, który zawsze wyprowadza mnie z równowagi
-Następnym razem nie słuchaj.
-Zawsze cię słucham, nic nie wspominałaś o tym, że idziesz później do szkoły -Taa, zawsze tak mówi jak zapomni (co często jej się zdarza) o jakiejś istotnej inormacjii -mniejsza o to, ja już muszę iść do pracy. Przygotowałam ci śniadanie, na stole masz pieniądze, zrób zakupy po szkole. Pa kochanie-szybkie cmoknięcie w czoło, stukot obcasów i trzaśnięcie drzwiami, codzienność w tym domu. Niechętnie zwlekłam się z łóżka. Kto to widział budzić człowieka po 7, kiedy mogłam pospać spokojnie jeszcze godzinkę. Szybko zarzuciłam jeansy, byle jaką bluzkę i pobiegłam do kuchni. Czekały tam na mnie kanapki i 50 złotych. Przełknęłam szybko jedną przygotowaną kanapkę. No i co ja mam teraz zrobić?! Z rozmyśleń wyrwał mnie skowyt. No tak, psa też nie wyprowadzili.
-Hachiko, do nogi-pies szybko podbiegł, zapięłam mu smycz i wyszłam przed blok.
-No już załatw się-Hachiko zaczął biegać od drzewa do drzewa, a ja usiadłam na schodkach.
-Hej, co tak wcześnie? Też zapomniałaś, że mamy później?-podniosłam głowę i zobaczyłam Nastkę, moją przyjaciółkę.
-Nie, wyprowadzam Hachiko. Może wejdziesz do mnie i tak miałyśmy iść razem do szkoły.
-Chętnie-gwizdnęłam na psa i weszłyśmy do mieszkania.
-Chcesz herbaty?
-Mhm-mruknęła Anastazja. Zagadałyśmy się i nim się obejrzałam było już za dziesięć dziewiąta.
-Matko! Zaraz się spóźnimy, chodź szybko.-Do szkoły mamy na 9 i drogę którą normalnie pokonujemy w 20 minut, przebiegłyśmy w 10 i mimo dobrych chęci spóźniłyśmy się troszkę na historie. Wparowałyśmy do klasy, a tam przywitała nas Żyleta.
-Zielińska! Lewandowska! Co to ma znaczyć?!
-My przepraszamy...
-Nieważne, siadać!-szybko przemknęłyśmy do ławki. Cała klasa wbiła w nas zdumione spojrzenia. Każdy dobrze wie, że na historie lepiej się nie spóźniać. Żyleta, znaczy Pani Ostrowska nie toleruje spóźnień i mnie.
-Zaczynamy lekcję, najpierw dwie osoby odczytają pracę domową.
-Było coś zadane?-Zapytałam z przerażeniem Nastkę.
-Mhm, trzeba było napisać krótko o średniowieczu.
-Kurde zapomniałam.
-Zielińska!-aż się wzdrygnęłam na dźwięk swojego nazwiska.-Nie przeszkadzam ci?!
-Przepraszam.
-No dobrze, no to pracę domową przeczyta numer...-zaraz dostanę zawału-numer 19
-mało nie skoczyłam z radości-Sroka-Mateusz wstał na drżących nogach
-Ja?
-Tak, a jest tu inny Sroka? Czytaj.
-No, ale ja zapomniałem.
-Co?!-syknęła Żyleta.
-Zapomniałem napisać.
-Siadaj! Jedynka.-przez resztę lekcji, słuchaliśmy jacy to jesteśmy niewdzięczni. Po historii każdy odetchnął z ulgą. Reszta lekcji minęła w porządku. Wróciłam do domu wykończona, a jeszcze mam angielski. O nie angielski, zaraz się znowu spóźnię.
__________________________________________________________________________________
Oto pierwszy rozdział, nowego opowiadania. Zachęcam do czytania i komentowania~Nika

Fajnie się zaczyna ^.^ czekam na nn:*
OdpowiedzUsuńAaaaa kiedy nn ? Nie moge sie doczekac kochana ^.^
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdzialik *-* Czekam na next
OdpowiedzUsuń